O mnie

Zaczęło się nie od teorii, ale od psa

Nie zostałem behawiorystą dlatego, że od zawsze wiedziałem, jak pracować z psami.
Wręcz przeciwnie.
Jednym z ważnych momentów była dla mnie utrata mojego berneńczyka, Miśka, a później pojawienie się w moim życiu Romea — owczarka niemieckiego, który trafił do mnie jako pies z domu tymczasowego.
Jak wielu opiekunów szukałem wtedy odpowiedzi.
Czytałem, oglądałem programy, próbowałem popularnych metod.
I szybko okazało się, że rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana niż telewizyjny schemat: człowiek robi coś, pies przestaje robić coś innego i problem znika.
Nie znikał.
Za zachowaniem znajdowały się emocje, wcześniejsze doświadczenia, środowisko, stan organizmu i indywidualne możliwości konkretnego psa.
To właśnie wtedy rozpoczęła się droga, która doprowadziła mnie do studiów z behawiorystyki zwierząt i późniejszej pracy zawodowej.


Wykształcenie jest dla mnie początkiem, nie końcem

Ukończyłem studia na kierunku Behawiorystyka zwierząt na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, uzyskując tytuł magistra inżyniera.
Szczególnym obszarem moich zainteresowań stały się zachowania agresywne psów i metody ich terapii — temu tematowi poświęciłem również pracę magisterską.
Poszerzałem swoją wiedzę także o psychologię oraz coaching, ponieważ w praktyce konsultacyjnej szybko okazuje się, że sama znajomość zachowania psa nie wystarcza.
Po drugiej stronie smyczy znajduje się człowiek.
Czasem zmęczony.
Czasem przestraszony.
Czasem sfrustrowany.
A często mający za sobą kilka wcześniejszych prób rozwiązania problemu.
Dlatego sposób przekazywania wiedzy jest dla mnie równie ważny jak sama wiedza.


Nie szukam winnego

Podczas konsultacji nie interesuje mnie ocenianie, czy jesteś „dobrym” albo „złym” opiekunem. Nie zakładam również automatycznie, że problemem jest pies. Patrzę na cały układ:
psa, człowieka, środowisko, codzienną rutynę, zdrowie, potrzeby, emocje oraz wzajemne reakcje.
Dopiero z tych elementów można próbować zbudować obraz sytuacji.


Szczególnie interesują mnie trudne przypadki

Najwięcej miejsca w swojej pracy poświęcam psom:
agresywnym,
reaktywnym,
lękowym,
mającym trudności z regulacją emocji,
oraz psom z problemami związanymi z pozostawaniem bez opiekuna.

Nie oznacza to, że każdy taki problem da się całkowicie usunąć.
W terapii zachowania nie chodzi o składanie obietnic. Chodzi o możliwie rzetelną ocenę sytuacji, ograniczenie ryzyka, poprawę dobrostanu i stopniowe budowanie zachowań, które pozwalają psu i człowiekowi lepiej funkcjonować razem.


Uczę również przyszłych behawiorystów

Pełnię funkcję Kierownika Sekcji Tutorów w Ethoplanet. Praca z osobami uczącymi się zawodu behawiorysty jest dla mnie ważna również dlatego, że zmusza do ciągłego zadawania sobie pytania:„Dlaczego właściwie tak robimy?”
Jeżeli nie potrafimy wytłumaczyć mechanizmu działania danej metody, trudno oczekiwać, że będzie ją rozumiał opiekun psa.


Nauka się nie kończy

Behawiorystyka rozwija się.
Zmienia się wiedza o emocjach, neurobiologii, uczeniu się, bólu, dobrostanie czy wpływie środowiska na zachowanie. Dlatego szkolenia i literatura naukowa nie są dla mnie sposobem na zdobywanie kolejnych obrazków do galerii certyfikatów.
Są częścią zawodu.


Jak chciałbym, żeby wyglądała nasza współpraca?

Chciałbym, żeby po konsultacji zostało Ci coś więcej niż zestaw ćwiczeń.
Żebyś potrafił/potrafiła wcześniej zauważyć napięcie.
Rozumiał/rozumiała, dlaczego czasami warto odejść zamiast wymagać.
Wiedział/wiedziała, kiedy trenować, a kiedy pozwolić psu odpocząć.
I żeby z czasem moja obecność była potrzebna coraz mniej.
Bo celem dobrej konsultacji nie powinno być uzależnienie opiekuna od behawiorysty.
Celem jest opiekun, który coraz lepiej rozumie własnego psa.